RSS
wtorek, 14 lutego 2012
wystarczy tego dobrego:-)

  Zaczynałam ten wpis już milion razy. Myślałam od nim od baaardzo dawna. No i w końcu się zdecydowałam.

Bardzo dziękuję każdemu kto tu zaglądnął, tym bardziej każdemu kto zostawił dobre słowo:-). Cały okres pisana bloga to była fantastyczna przygoda i ciesze się, że mogłam tez poznać Wasze domy i Was. Mam nadzieje na utrzymanie kontaktu drogą mailową(asieq na onecie; tradycyjny adres z pocztą po małpie - kto jeszcze nie ma;-)). A i zaglądać do Was też na pewno będę.

Nadal uważam, ze Mama Pietruszki i Zochacza powinna wydać opisane przygody swoich dzieci(znam dobrego wydawcę!!!). Niezmiennie dodają mi energii zapiski Magbi, Mamy Zochulka i Martulka i Dsmiatek - Wasza codzienność to takie moje małe święto, zaglądam do Was zawsze gdy mi źle, jesteście niesamowite!!!!. Rozbawiają i uwodzą swoją trafnością spostrzeżenia Wiklasi - Tobie kłaniają się moje szare, w podzięce za pobudzanie. Zawsze z przyjemnością zaglądam do Nastusi i zaczytuje się w historiach o Maleńkiej oraz trzymam kciuki za Okruszka. Mała Mi i Panna Migotka w opisach Ange wciąż mnie rozczulają i też pamiętam o "groźbie" odwiedzin - złożonej przecież już dawno temu. Mikołaj - cóż Mikołaj absolutnie zawsze powala mnie na kolana:-) a piosenka "kochasz mnie - a ja Cie" - ciągle mi chodzi po głowie ale tylko w Waszym wykonaniu. Kibicuje Mamiemyszora żeby wedle obietnicy pisała bo zaglądanie do jej domu to przyjemność - szczególnie gdy zabarwiona jest tym fantastycznym poczuciem humoru.. Podglądam dzielną Angus i cieszę się każdym odkryciem jej Bąbli, wciąż trzymam kciuki i podsyłam energię:-). Liczę, że Mamosfera znów zacznie pisać - bo jej uwagi były bezcenne. Czekam też wieści od Niki(w pudle gitary).

Ach i niedawno odkryłam Podmiot Lityczny:-)  - też zaglądam z ciekawością.

Ja wracam do zaniedbanego mocno pisania "analogowego"  - Dziewczynki mają swoje własne i osobiste (przygotowane i wykonane osobiście przez Chrzestnych) zeszyciki, które podczas pisania bloga były uzupełniane zdecydowanie zbyt rzadko.

Będę też obecna na "sąsiedzkiej twórczości" - o którą na szczęście nie muszę dbać sama:-)- więc znikam tylko częściowo;-)

A dlaczego.. długo by wyjaśniać i pewnie to nie miejsca na takie wynurzenia. Po prostu nadszedł czas:-)

poniedziałek, 23 stycznia 2012
artystycznie:-)

Gabrysia szczęśliwie skończyła antybiotyk. Maja też szczęśliwie pożegnała się z gorączkami (męczyły ją trzy dni...) i bryka już jakby była zdrowa :-)

Że Dzień Babci minął nam chorobowo i po znakiem nawracających gorączek, więc mogłyśmy przesłać jedynie telefoniczne buziaczki. Za to dziś - gdy już wszyscy mają się dobrze - mogłyśmy przystąpić do planowanej akacji przygotowywania prezentu. Tym razem - korali :-) (rok temu Dziewczęta odcisnęły swoje stópki (umoczone wcześniej w farbie) na eleganckich karteczkach:-)).

Obłożyłam kuchnię szmatami i folią. Dzieci ubrałam w nieużywane już śliniaczki. Przygotowałam makaron, pędzle i farby (najzwyklejsze - co prawda bez żadnych atestów, ale uznałam, że jeść ich nie będą a malowanie potrwa góra 30 minut - bo ja dłużej nie dam rady:-)). Dziewczęta miały pewien kłopot żeby trafić w makaron (tym bardziej, że pędzle - dosyć długie - trzymały za konić a nie "w środku" tak jak np. ołówek) - ale w końcu przy współudziale mamy się udało:

malowanie

 

pomalowane

 

korale

Zdjęcia wstawię na pewno na sąsiedzką twórczość - w końcu Dziewczęta również należą do "klubu":-)

Ach i na koniec - niedawno przyszła do nas dostawa:-) (czas się odpieluchowywać... im częściej patrze na to zdjęcie/ paczki zalegające w sypialni) tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu. To jest zapas na ok. 2 miesiące..

pieluchy

 

czwartek, 19 stycznia 2012
nie chwal dnia

i niby nie chwaliłam.. no ale nadzieję miałam

Maja w nocy dostała 38,8... (tak, tak to angina). W przeciwieństwie do Gabrysi nie budzi się gdy jej skacze gorączka (to akurat nie jest dobre, bo dziś w nocy, gdyby nie fakt, że siedziałam długo nad książkami, mogłabym się nie obudzić - bo nie miałam podstaw, żeby nastawiać sobie "nocne kontrolne budzenia") i nie marudzi tylko się śmieje...

Cóż przynajmniej teraz wiem dokładnie co robić i co się dziać może.

 

środa, 18 stycznia 2012
18

miesięcy... ale patrząc na tempo upływu czasu to za chwilę będzie 18 lat.. (a ja dalej będę się dziwić..)

Wczorajszy dzień nam uciekł bo ja musiałam jechać na uczelnię (żałowałam, że to nie ja jestem studentką, bo mogłabym po prostu mieć nieobecność.. a tu się nie da - brak prowadzącego chyba by zauważyli :-)) Za to dziś byliśmy wszyscy razem. I jutro też będziemy:-) Paweł złapał anginę od Gabrysi;-)

Gabrysia po nietrafionym antybiotyku (drugiego dnia uznaliśmy, że jednak coś nie gra, skoro gorączka się utrzymywała.. no i nie grało, bo pierwszy antybiotyk nie zadziałał) jest już w znakomitej formie - ale niestety raz podany antybiotyk trzeba już zażywać minimum tydzień. Bardzo żałuję, że nie dało się tego obejść, ale podobno próby leczenia anginy bez antybiotyków kończą się często powikłaniami...

Maja jako jedyna dzielnie się trzyma mimo otaczających ją zarazków -może okaże się wyjątkiem potwierdzającym regułę i nie zarazi się od Gabrysi. Jeszcze nie mówię "hop" ale w niedzielę chyba zacznę się cieszyć :-) Ja mam gorączkę nieznanego pochodzenia, ale na szczęście tylko gorączkę, która w gruncie rzeczy w niczym mi nie przeszkadza - pewnie zmeczenie.

Choroba Gabrysi  wprowadziła w życie dziewczyn przełom, z którym planowaliśmy zaczekać do wiosny. Otóż po raz pierwszy Dziewczęta na dłużej się rozdzieliły - bo jedna zostawała w domu a druga szła na spacer (gdy byłam z nimi sama spacer obejmował wyjście na balkon..ale nie miałam tego jak inaczej zorganizować, bo sąsiadów akurat nie było:-)). Ja tez pierwszy raz byłam tylko z jedną z nich na spacerze i to w jakich warunkach - gdy spadł śnieg :-)

Nie obyło się bez rozpaczy. Gabrysia najpierw z uporam maniaka też chciała się ubierać i niestety żadne zabawy ani wyjaśnienia nie pomagały.  Uspokajała się po dłuższej chwili od wyjścia Mai i chyba nawet podobał jej się fakt, że miała jedno z rodziców tylko dla siebie. Maja za to nas spacerze też wykorzystywała fakt "posiadania rodzica" choć na pytanie czy wracamy do Gabrysi odpowiadała "tak" (kiwając przy tym główką) i biegła do domu :-)

Takie "rozdzielanie" Dziewczyn chcemy od czasu - do czasu wprowadzać, żeby mogły też nacieszyć 100% uwagą. Gdy zrobi się cieplej będziemy co jakiś czas urządzać osobne eskapady by po godzince-dwóch spotkać się w wybranym miejscu. Myślę, że potrzebują tego zarówno one (bo jednak nigdy nie mają nas tak całkiem dla siebie a nie da się tak rozdzielać między nie czasu jak np. w przypadku rodzeństwa w różnym wieku, które ma różne potrzeby) jak i my (bo i nam brakuje takiej możliwości - doświadczenie "samotnego" spaceru było naprawdę ciekawe choć ciągle miałam odruch, żeby sprawdzić co też robi siostra:-)).

Ach i przy okazji obalając (lub nie) pewien mit. Im dłużej się nad tym zastanawiam to wydaje mi się, że bliźniętami nie tyle jest trudniej niż w przypadku jednego dziecka tylko po prostu zupełnie inaczej. W niektórych aspektach na pewno jest więcej do zrobienia/ogarnięcia/wytrzymania  ale za to w innych jest łatwiej. Choć oczywiście gdy miałam pod opieką tylko jedną z nich (czy to Gabi w domu czy Maję na spacerze) to czułam się jak na "wakacjach" - ale wynikało to z faktu, iż to była dla nas nowość i w dodatku trwała krótko :-) Bardzo bym chciała mieć jeszcze dzieci i bardzo bym się cieszyła, gdyby znowu były to bliźnięta:-)

Rany ale się rozpisałam...

To kilka zdjęć dla wytrwałych:-)

Maja zdziwiona

gabi długorzęsa

przytulanie

ech więcej nie mogę dodać bo komputer nie chce współpracować..

sobota, 14 stycznia 2012
pierwszy raz

musiał kiedyś nastąpić..

no i nastąpił

ale żeby od razu aż tak..

   Zaczęło się niewinnie. W nocy  Gabrysia dostała gorączki - sądziłam, że to znowu od zębów. To była akurat noc przed egzaminem, więc przynajmniej miałam solidny powód, żeby nie spać tylko się uczyć (bo i tak co chwilę kontrolowałam "poziom" gorączki). Dobrze, że egzamin miałam rano bo na wieść, że Gabrysia jest nieswoja, płacząca i wciąż z gorączką (gdy wychodziłam z domu było wszystko dobrze, ale faktem jest, że wychodziłam bardzo wcześnie) - mogłam ją jeszcze spokojnie umówić do lekarza. Po raz pierwszy u lekarza byłam tylko z jednym dzieckiem (dziwnie się czułam). Po raz pierwszy dziecko było w stanie tylko się do mnie tulić i cicho popłakiwać..

Gabrysia ma anginę. Maja zapewne mieć będzie w przeciągu 2-3 dni (lekarz kazał nam kupić wszystko w podwójnych dawkach, żeby potem nie biegać po dodatkowe recepty. Choć pewnie i tak osobno pójdę z Mają  - jeśli faktycznie zacznie chorować  - bo może nie zacznie...).

To podobno w wyniku osłabienia przy ząbkowaniu i tego nieszczęsnego zapylenia miasta. (deszcz nie padał tak długo, że przekroczone były wszystkie normy i choć my mieszkamy na obrzeżach i do centrum staramy się nie zapuszczać, to podobno i tak jesteśmy narażeni...) Gabrysia na szczęście mimo wszystko ma apetyt - za co Bogu dziękuję, bo dziś okazało się, że waży 8,7 kg.. (a to ją wszyscy nazywają "tą pulchniejszą" i to ona więcej je...)

To nasza pierwsza choroba. Z pewnością nie ostatnia. Ale mam nadzieje, że szybko minie..

 

czwartek, 12 stycznia 2012
walka o każdy kęs :-)

Bycie bliźniakiem - jak wszystko - ma swoje plusy i minusy. Nie wchodząc w szczegóły (bo dużo by o tym pisać) - stanęłyśmy (chyba bardziej ja niż Dziewczęta) właśnie przed problemem "różnic w posiadaniu jedzenia".

Otóż Dziewczęta, co chyba oczywiste, jedzą o jednej porze - czyli równocześnie. Zazwyczaj jedzą to samo (jeśli jedna ma akurat bardziej ochotę np. na ziemniaczki a druga na rybkę - często się wymieniają, ale to opowieść na osobną notkę). Ostatnio jednak - jak sądzę głównie z powodu zębów - bywają dni, że jedna je lepiej a druga np. nie je wcale. I tu zaczyna się malutki problem - bo jeśli tej która zjadła ładnie chcę dać "deser" (zazwyczaj takie niesłodkie ciasteczko, które lubią lub suszone jabłka) w nagrodę, druga natychmiast podnosi raban nie rozumiejąc jeszcze dlaczego sama owej przekąski nie dostaje. Tłumaczenia są absolutnie nieskuteczne. "Łamanie się" i dawanie "deserku" obu - tez nie jest rozwiązaniem, bo spryciule kodują, ze i bez zjedzenia np. obiadu, można "wyżyć" na przekąskach (już miałyśmy taki problem, że uparciuchy tylko by suszone jabłka jadły zagryzając je ew. chlebkiem ryżowym - a że wciąż jesteśmy na granicy wagowej, nie mogę im na takie cuda pozwalać..). W związku z tym deser (przynajmniej na razie) przysługuje tylko w sytuacji gdy obie ładnie jedzą obiad (lub jedzą choć cokolwiek z "nie przysmaków":-)).

Było by to rozwiązanie sytuacji gdyby nie fakt, że z Mai zrobił się chomiczek - znajduje sobie miejsce gdzie gromadzi owe "deserki" by wyjąć je w chwili gdy Gabrysia swoje zdążyła już skonsumować - co jak łatwo się domyślić prowadzi do poważnych awantur z rękoczynami włącznie. Maja często swoim dobytkiem się dzieli  - ale też miewa radochę z tego, że Gabrysia po całym domu goni ją krzycząc w niebogłosy... Obraz nie do opisania - szczególnie gdy w odruchu współczucia Maja się zatrzymuje, głaszcze Gabrysię by po chwili pokazać jej ciasteczko i uciekać dalej... Schowki Maja ma na tyle dobre, że nie zawsze umiem je znaleźć. Nie pomaga też zakaz chodzenia z jedzeniem - potrafi je zachomikować w buzi, zrzucić za kaloryfer (by po wyjęciu z fotelika triumfalnie znaleźć...), a nawet zakamuflować w ubranku. Cóż - walka o byt

ps. gdyby zobaczyła nas opieka społeczna pewnie bym została posądzona o głodzenie dzieci..

ps2. i żeby nikt nie pomyślał - ja im owych jabłek i innych nie żałuję - przy czym Dziewczynki nie znają umiaru a zbyt duża ilość owych przysmaków kończy się u nich biegunkami (niestety nasze brzuszki ciągle są dużym problemem)

ps3. trzymajcie kciuki - właśnie zaczyna się era egzaminów - tym razem stoję po obu stronach przy czym ta w której to ja muszę się wykazać wiedzą jakoś mi się mniej podoba.. :-P

niedziela, 08 stycznia 2012
WOŚP

       Moje Dziewczęta zawdzięczają życie między innymi Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Na oddziale intensywnej terapii gdzie przebywały po urodzeniu ogromna część sprzętu medycznego została zakupiona właśnie dzięki wsparciu Fundacji. Razem z nimi na tym oddziale przebywało wiele innych maluszków - podobnie jak one - niewiele większych od pudełka chusteczek higienicznych...

Poza oczywistym wsparciem finansowym akcji  - choć tak śle w eter ogromne DZIĘKUJĘ!

 

Jeśli możecie zachęcam do licytacji przedmiotów na rzecz WOŚP, które przekazałyśmy z Agnieszką z "sąsiedzkiej twórczości"

http://aukcje.wosp.org.pl/show_item.php?item=594962

http://aukcje.wosp.org.pl/show_item.php?item=580737

http://aukcje.wosp.org.pl/show_item.php?item=580841

http://aukcje.wosp.org.pl/show_item.php?item=580887

http://aukcje.wosp.org.pl/show_item.php?item=580964

sobota, 07 stycznia 2012
Waaarszawo...

Mam pytanie. I prośbę. :-)

      Chrzestna Mama Gabrysi - znakomita tancerka, przygotowuje taneczny film krótkometrażowy. Ubiega się przy tym oczywiście o odpowiednie dotacje. Niestety okazało się, że (jak to zwykle bywa) przesunięto terminy rozstrzygnięcia poszczególnych konkursów grantowych. Wyniki mają być dopiero w marcu a w związku z zasadami przyznawania tego typu dotacji - wszystkie faktury i koszty, które objąć miałaby dotacja mogą być ponoszone dopiero od chwili rozstrzygnięcia konkursu. Nie byłoby to problemem, gdyby nie fakt, że jedna z trzech dziewczyn, które będą w tym filmie tańczyć jest w ciąży i ostatnim możliwym dla niej terminem nagrania jest początek lutego.

 W związku z tym na początku lutego muszą być poniesione koszty związane z wypożyczeniem sprzętu (w tym agregatu), ogrzaniem i oświetleniem hali w Warszawie. Być może ktoś z Was lub z Waszych znajomych pracuje w firmie które wypożycza tego typu sprzęt. Być może firma taka była by skłonna zasponsorować wydarzenie (oczywiście w zamian za umieszczenie logotypu na wszystkich materiałach promocyjnych) lub zgodziła się wypożyczyć sprzęt ale wystawić fakturę dopiero w marcu. Będę bardzo wdzięczna za każdą informacje. Wszelkie szczegóły związane z samym filmem, realizatorami oraz planem promocji prześlę zainteresowanym osobom mailowo.

Z góry bardzo Wam dziękuję:-)

środa, 04 stycznia 2012
pierwsze zdanie???

Wczoraj Gabrysia zapytana "czy masz kupę?" dwukrotnie (w pewnych odstępach czasu) odparła "jesce ne ma-m".

pewnie przypadek

ale wart odnotowania

niedziela, 01 stycznia 2012
noworoczna gorączka

Niestety całkiem dosłowna.

Maja się trzyma (z przerwami), Gabi walczy w towarzystwie czopków i syropków, my też czujemy się jakoś tak dziwnie. Dziewczęta intensywnie ząbkują - może i nam się udzieliło:-) 

Dziewczęta temperaturę mają drugi raz w życiu..(Maja miała kilka dni temu ale szybko jej przeszło, Gabrysię trzyma od wczorajszej nocy) - więc są równie zdziwione tym stanem co nim rozdrażnione. Nie wiem czy to faktycznie nas coś dopadło, czy to po prostu ten zmasowany atak trzonowców (wychodzą im po 4 na raz). Byliśmy dziś normalnie na krótkim spacerku (po którym Gabrysia funkcjonowała znacznie lepiej) - jutro podejdziemy do lekarza. Mam nadzieje, ze to tylko te zęby i że wyjdą wreszcie co by już Dziewcząt nie męczyć..

Ale mimo wszystko sylwester był bardzo pozytywny. My jesteśmy "domowi" (tzn. nie lubmy wielkich imprez a Nowy Rok zazwyczaj świętujemy w domku w gronie przyjaciół lub sami - w tym roku byliśmy przez część wieczoru z Rodziną) więc "gorączki i inne" nie pokrzyżowały nam planów - a jedynie nieco nas rozleniwiły (od wieków już nie mieliśmy takiego ranka, że wszyscy gromadnie leżeliśmy sobie trochę podsypiając, trochę rozmawiając i trochę się bawiąc i czytając).

 

Nie wiem skąd ale mam takie przekonanie, że to będzie naprawdę dobry rok. Życzę więc Wam i sobie, żeby naprawdę taki był a wszelkie trudności (które pewnie muszą się w nim znaleźć) okraszał solidną porcją radości.

sobota, 31 grudnia 2011
poświątecznie - przednoworocznie

O Świętach dużo by pisać... były piękne. Dziewczęta niestety dosyć intensywnie w tym okresie przeżywały wyżynanie się trzonowców - ale nawet mimo gorszego nastroju świętowały:-)

Było więc wspólne pieczenie pierniczków (sporo czasu zajmowała nam walka o surowe ciasto, które Dziewczęta z uporem maniaka próbowały zjeść:-)), było gotowanie kompotu (myślę, że mogę powiedzieć, że to ich ulubiona z potraw wigilijnych:-)), ubieranie choinki (a jak się dziwiłyśmy na widok kujących gałązek.. co prawda znałyśmy je już, ale nigdy nie były tak blisko pod ręką - w domu:-)), lepienie pierogów i uszek (to akurat w towarzystwie sąsiadów gdy Dziewczęta spały).

Była wspólna Wigilia(Dziewczęta skutecznie próbowały każdej potrawy - często wbrew mamie...)

Była Pasterka u Dominikanów i wspólne kolędowanie (Dziewczęta w tym roku ze względu na zęby zostały w domu po opieką Dziadka - by po powrocie do domu - ok.3 nad ranem - radośnie zacząć grać w piłkę - na szczęście tylko przez chwilę, gdy położyliśmy się spać padły i one:-))

No a potem było wielkie leniuchowanie i goszczenie i bycie goszczonym. Było robienie dziur w suficie i wieszanie drewniano - sznurkowych huśtawek na środku pokoju (ach co za radość). Były też nowe słowa. "opsa" Gabrysi (w raz z odpowiednim ruchem:-)) i "tak" Mai (też z odpowiednim ruchem).

A na koniec dziewczęta wyciągnęły buty taty i skrupulatnie zaczęły przelewać do nich zawartość swoich bidonów. Skutecznie.

sobota, 24 grudnia 2011
:-)

Świętowania i radości z narodzin Maleńkiego

 nie tylko dziś, ale choć przez chwilkę - każdego dnia

 

ślemy w eter śmiech naszych Dziewcząt, zapach choinki, pierników i kompotu

sobota, 17 grudnia 2011
od nowa..

... zgubiłam "pendraka".. tym samym zgubiłam notatki do doktoratu, fragmenty publikacji, referaty.. (ostatni miesiąc mojej pracy, bo wersje sprzed miesiąca zgrałam na komputer).

W sumie może to i dobrze. Kisiłam się w tych mich przemyśleniach "doktoratowych" a teraz muszę zacząć od nowa - możliwe, że to właśnie tego było mi trzeba(akurat trafiłam na fenomenalną książkę, która mi trochę zmienia perspektywę myślenia). Podobnie w kwestii publikacji. Trochę gorzej sprawa wygląda z pozostałymi dokumentami, ale sporo z tego powinnam móc odtworzyć.

nie ma tego złego

wyżaliłam się:-)

teraz mogę zabrać się za pisanie (jak tylko ukąpię Dziewczęta)

 

ps. idą nam zęby - chyba wszystkie na raz - zagadka mokrej podłogi i okolicznego inwentarza (ślinotok o intensywności potoczku podczas powodzi...) rozwiązana..

poniedziałek, 12 grudnia 2011
Nastała era kur..

Weszłyśmy dziś na "naszą" górkę (mieszkamy na zboczu nie zbyt wysokiej ale za to bardzo stromej górki/pagórka). Celem były kury. I koguty. No i indyki (na indyki też patrzyłam z dużym zainteresowaniem). Droga wiodła uliczką bez pobocza- którą bardzo rzadko jeżdżą auta (wybrałyśmy się bez wózka). Oczywiście akurat wtedy uliczka zaczęła tętnić życiem - tyle aut jeszcze nigdy na niej nie widziałam. Z tego względu musiałam nieść dziewczęta przez pewien czas - stanowiłyśmy chyba barwny widok, bo każdy przejeżdżający samochód się przy nas zatrzymywał - przynajmniej Dziewczynki miały atrakcję...

Ku memu zdumieniu nawet Dziewczęta były zmęczone tymi kawałkami które musiały przejść, bo przy każdej nadarzającej się okazji próbowały sobie usiąść.

Gdy już dotarłyśmy na miejsce, przez dobrych kilkanaście minut - świat przestał istnieć - istniały tylko ptaki (to jest taka mini kurza zagroda). Dziewczęta trwały przyklejone do siatki. Po drugiej strony trwały  - też niebezpiecznie zainteresowane nami koguty - było ich jakieś 10 - 15 sztuk.  (swoją drogą - spore mają te dzioby i choć się nie odzywałam to byłam gotowa do ew. obrony:-)). Potem nadeszły indyki - to dopiero był widok:-)

Dlatego też póki nie będzie oblodzenia (bo wtedy to miewam problem z dotarciem do domu - a mieszkam jeszcze przed największą stromizną..) - będziemy naszą wyprawdę powtarzać.Choć może następnym razem weźmiemy wózek...:-)

 

środa, 07 grudnia 2011
w między-czasie

  Brak czasu, to chyba bolączka niemal wszystkich. Aktualnie jestem pozbawiona laptopa, więc do braku czasu dodaję jeszcze problemy techniczne :-)

A więc tak telegraficznie:

  Gabrysia wkroczyła w erę zazdrości. Niestety nawet o siostrę... Trudno z tym walczyć i przyznaję, że czasem nie mam pomysłów jak temu zaradzić, tym bardziej, że Maja raczej się wycofuje - sama oddaje Gabrysi zabawki, sama się przesuwa, tak żebym mogła przytulać też Gabrysię..  Bardzo staram się być konsekwentna i choć na dźwięk zawodzenia Gabrysi coś we mnie mówi "nieee" - nigdy nie podnoszę głosu - tłumacząc do znudzenia: "raz Maja, raz Gabrysia" - może kiedyś to pojmie :-)

Obie naprawdę często się teraz do siebie tulą. Biegną do siebie z rozłożonymi rączkami i się obejmują - widok nie do opisania.

Z uporem maniaka nie chcą  nic mówić (choć wiem, że mogą - sporadycznie,czyli rzadko, wymawiają już dużo słów lub wyrażeń dźwiękonaśladowczych.. i to zawsze adekwatnie do sytuacji). Bardzo dużo rozumieją - często zaskakują mnie robiąc lub pokazując to o czym akurat mówię (np. w rozmowie telefonicznej!). Niby jeszcze mają czas- ale pewnie od nowego roku będę poważniej myślała nad konsultacją logopedyczną.

Z prezentu mikołajowego najfajniejszy był papier:-)

Ach no i odkrywamy teatr - rekordy popularności biją Kucharz Stefan i Nurek Krzysiek - pacynki na palec (takie z Ikei). Dziewczęta potrafią się w nich wpatrywać naprawdę dłuuugo - no i same też już się uczą jak je animować (czasem jest to bardzo nowatorska forma - poprzez np. podrzucanie, konsumowanie - w sumie nurka Krzyśka zawsze może zjeść jakiś rekin.. lub wtłaczanie w najróżniejsze szczeliny:-))

Gabrysia i Stefan kucharz:

Gabi iStefan

Maja i nurek Krzyś:

Maja i nurek

A to zdjęcie naprawdę nie było ustawiane - może nie za często, ale Dziewczęta potrafią tak siedzieć:

z ksiazkami

A tu już Twórczość artystyczna Gabrysi:

Gabi rysuje

I Mai (bo wiadomo, że najwygodniej rysuje się na leżąco:-)

Maja rysuje

no i obowiązkowe mycie zębów (Dziewczęta za nic w świecie nie chcą pozwolić, żebyśmy im w tej czynności pomogli...)

mycie zębów

I na koniec Dziewczęta w bluzeczkach od Cioci Agatki (ręcznie podpisanych oczywiście!):-) wśród ulubionych chusteczek

maja i gabi

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10
Kalina Janowska - uratuj mnie! Lilypie Second Birthday tickers