|
Blog > Komentarze do wpisu
walka o każdy kęs :-)
Bycie bliźniakiem - jak wszystko - ma swoje plusy i minusy. Nie wchodząc w szczegóły (bo dużo by o tym pisać) - stanęłyśmy (chyba bardziej ja niż Dziewczęta) właśnie przed problemem "różnic w posiadaniu jedzenia". Otóż Dziewczęta, co chyba oczywiste, jedzą o jednej porze - czyli równocześnie. Zazwyczaj jedzą to samo (jeśli jedna ma akurat bardziej ochotę np. na ziemniaczki a druga na rybkę - często się wymieniają, ale to opowieść na osobną notkę). Ostatnio jednak - jak sądzę głównie z powodu zębów - bywają dni, że jedna je lepiej a druga np. nie je wcale. I tu zaczyna się malutki problem - bo jeśli tej która zjadła ładnie chcę dać "deser" (zazwyczaj takie niesłodkie ciasteczko, które lubią lub suszone jabłka) w nagrodę, druga natychmiast podnosi raban nie rozumiejąc jeszcze dlaczego sama owej przekąski nie dostaje. Tłumaczenia są absolutnie nieskuteczne. "Łamanie się" i dawanie "deserku" obu - tez nie jest rozwiązaniem, bo spryciule kodują, ze i bez zjedzenia np. obiadu, można "wyżyć" na przekąskach (już miałyśmy taki problem, że uparciuchy tylko by suszone jabłka jadły zagryzając je ew. chlebkiem ryżowym - a że wciąż jesteśmy na granicy wagowej, nie mogę im na takie cuda pozwalać..). W związku z tym deser (przynajmniej na razie) przysługuje tylko w sytuacji gdy obie ładnie jedzą obiad (lub jedzą choć cokolwiek z "nie przysmaków":-)). Było by to rozwiązanie sytuacji gdyby nie fakt, że z Mai zrobił się chomiczek - znajduje sobie miejsce gdzie gromadzi owe "deserki" by wyjąć je w chwili gdy Gabrysia swoje zdążyła już skonsumować - co jak łatwo się domyślić prowadzi do poważnych awantur z rękoczynami włącznie. Maja często swoim dobytkiem się dzieli - ale też miewa radochę z tego, że Gabrysia po całym domu goni ją krzycząc w niebogłosy... Obraz nie do opisania - szczególnie gdy w odruchu współczucia Maja się zatrzymuje, głaszcze Gabrysię by po chwili pokazać jej ciasteczko i uciekać dalej... Schowki Maja ma na tyle dobre, że nie zawsze umiem je znaleźć. Nie pomaga też zakaz chodzenia z jedzeniem - potrafi je zachomikować w buzi, zrzucić za kaloryfer (by po wyjęciu z fotelika triumfalnie znaleźć...), a nawet zakamuflować w ubranku. Cóż - walka o byt ps. gdyby zobaczyła nas opieka społeczna pewnie bym została posądzona o głodzenie dzieci.. ps2. i żeby nikt nie pomyślał - ja im owych jabłek i innych nie żałuję - przy czym Dziewczynki nie znają umiaru a zbyt duża ilość owych przysmaków kończy się u nich biegunkami (niestety nasze brzuszki ciągle są dużym problemem) ps3. trzymajcie kciuki - właśnie zaczyna się era egzaminów - tym razem stoję po obu stronach przy czym ta w której to ja muszę się wykazać wiedzą jakoś mi się mniej podoba.. :-P czwartek, 12 stycznia 2012, asieqz
Komentarze
2012/01/12 11:30:48
Dzieciaki tak mają, że deserki i przekąski są pycha, ale inne rzeczy to już osobna sprawa;) duśka też pałaszuje rodzynki, pestki dyni, czasami ciacho czy lizaczka (tak wiem, że nie powinnam tego dawać;/), ale śniadania i kolacje są u nas kiepskie;/ Na szczęście uwielbia wszelkiego rodzaju sałatki i surówki, owoce więc coś tam jej zawsze przemycę;) Obiadki też raczej zjada, więc chyba nie jest tak źle... Tyle, że wagowo też jesteśmy na granicy normy. Ale jak tu utuczyć dziecię, które na kolację i śniadania pija tylko mleko, a jedynym dużym posiłkiem są obiadki? Przy tym nie usiedzi w miejscu 5 minut, ciągle biega, gania, goni, ciągle ma coś do zrobienia...
A wyobrażenie sobie dziewczynek goniących się po domu w celu zdobycia łakoci rozbawił mnie bardzo;) 2012/01/12 20:06:33
Ja wykorzystuję psa jako zachętę do jedzenia :) przeważnie działa.
Kciuki mocno trzymam :)) 2012/01/12 21:11:28
A myślałam, że to tylko u nas jest jedzenie na wyścigi i zebranie o coś na zab pół godziny po posiłku.
|
|
trzymam kciuki za egzaminujacych i egzaminowanych :)